Kolejna odsłona naszej podróży poślubnej po Meksyku – tym razem kipiące złotem kościoły, indyk w czekoladzie i wspomnienia, które aż proszą się o zapisanie.
Tonantzintla – „Miejsce Matki Bożej”




Santa María de Tonantzintla to maleńki kościółek, który odwiedziliśmy w drodze do Puebli. Budowę rozpoczęto w XVI wieku, a ostatnie rzeźby powstawały jeszcze w XX wieku. Fasada w żywej czerwieni z żółtymi i białymi akcentami wygląda jakby sama tańczyła w słońcu – naprawdę trudno oderwać wzrok.
W środku… cóż, tam dopiero się dzieje! Feeria barw, milion detali – oszałamiające. Religijne postaci mają indiańskie rysy, aniołki noszą pióropusze… wszystko jakby z innego świata, a jednocześnie bardzo ludzkie i bliskie. Całość jest typowym przykładem churrigueryzmu – stylu barokowego, który przesadza z dekoracjami: złocenia, rzeźbione detale i ornamenty „atakują” oczy, tworząc efekt oszałamiającego przepychu. Czasem musieliśmy po prostu przystanąć i złapać oddech, bo oczy nie nadążały za detalami.
💡 Tip podróżniczy: Warto przyjechać rano – wtedy w środku jest mniej turystów i można spokojnie nacieszyć oczy detalami.
Puebla de los Ángeles – „Miasto Aniołów”




Przyjechaliśmy tu głównie na obiad – i słynne mole poblano. To indyk w sosie z ostrej papryki, orzechów i… czekolady! Brzmi dziwnie? Smakuje rewelacyjnie. Polecam – ale uwaga, jest ostre, więc warto mieć przy sobie butelkę wody.
Spacerując po centrum, zachwycaliśmy się domami ozdobionymi ceramicznymi płytkami Talavera. Kiedy patrzyliśmy w górę, nasuwało się jedno pytanie: „Czy ktoś tu w ogóle może się zgubić?” – tyle detali! A Katedra? Drugie co do wielkości miejsce sakralne w Meksyku. Kopuła wzorowana na rzymskiej św. Piotra – robi wrażenie nawet na tych, którzy myślą, że barok to „za dużo złota”.
💡 Tip podróżniczy: Wejdź na górę katedry – widok na miasto i pobliskie góry jest przepiękny, a zdjęcia wychodzą jak z pocztówki.
Tepotzotlán – „Otoczona Garbami”





Nazwa nawiązuje do wzgórz wokół miasteczka. Dziś znajdziecie tu Muzeum Narodowe Ery Wicekrólów (Museo Nacional del Virreinato).
Znajduje się tu m.in.:
- Iglesia de San Francisco Javier – przepiękny barokowy kościół,
- dawne Kolegium Jezuitów z kaplicą Capilla Doméstica, ogrodami i akweduktem,
- muzeum z najpełniejszą w kraju kolekcją sztuki kolonialnej.
Kościół i kolegium są kolejnym świetnym przykładem churrigueryzmu – bogactwo złoconych detali, rzeźbione ornamenty i fantazyjne formy sprawiają, że wchodząc do środka, czujesz się otoczony prawdziwym spektaklem barokowego przepychu.
💡 Tip podróżniczy: Nie pomiń ogrodów i akweduktu – spacer po nich jest spokojny, a zdjęcia wychodzą fantastycznie w porannym świetle.
Meksykańskie wspomnienia
Zdjęć mamy niewiele. Na większości z nich jesteśmy my – często razem, w końcu to była nasza podróż poślubna. Dwanaście lat temu inaczej podchodziliśmy do fotografii, ale i tak byliśmy dumni z efektów. Skany, które zamieściłam, nie oddają w pełni bogactwa wnętrz, ale mam nadzieję, że choć trochę pokazują to, co widzieliśmy na własne oczy.
Meksykańskie kościoły są radosne i infantylne, a jednocześnie oszałamiają przepychem. To doświadczenie, które zostaje w pamięci. Meksyk to kraj katolicki w ponad 90%, ale tu dominuje radość i maryjność, nie surowa bogobojność. Msza w Sanktuarium Matki Bożej z Guadalupe momentami wyglądała jak rodzinny piknik – ludzie śpiewali, śmiali się, dzieci biegały… i w tym wszystkim czuć było autentyczną radość.
💡 Tip podróżniczy: Jeśli traficie na mszę w Guadalupe, weźcie udział – nawet jeśli nie znacie języka, atmosfera jest wciągająca i pełna pozytywnej energii.
W kolejnej odsłonie naszych meksykańskich wspomnień czekają m.in. monumentalne posągi atlantów w Tuli. Już teraz mogę Wam powiedzieć – nie będzie nudno!